wyszukiwanie blogów

23 lis 2014

Lapidarium Nowych Rozdziałów



Autor: Mirales

Raport III: Dziewczyna, która pragnie żyć. cz. II
- Cholera... - blondyna mruknęła sama do siebie wpatrując się w kukły przed sobą. Od jakiegoś czasu nie robiła żadnych postępów, czując jakby utknęła w jakimś martwym punkcie. - Jak tak dalej pójdzie to nie uda mi się wygrać tej walki - zacisnęła zęby. Jak może być aż tak słaba po tych wszystkich wyczerpujących treningach? Mimo to nie mogła się przegrać, nie teraz gdy tak niewiele dzieliło ją od jej celu. Miała jednak wątpliwości. Wiedziała dobrze na ile stać jej przeciwnika i znała dobrze jego umiejętności. Może i walczyła na odległość, lecz w tej sytuacji ataki te mogły służyć jedynie za obronę. Musiała obmyślić jakiś plan i to dobry.
W całej hali odbił się echem dźwięk dzwoniącego telefonu. Dzwonek był specyficznym dzwonkiem jak w każdej innej komórce dlatego przez pierwsze kilka sekund Temari można by powiedzieć, ze wystraszyła się. Po chwili sięgnęła do kieszeni spodni z ulgą stwierdzając, ze jest to jej telefon, jednak widząc numer na wyświetlaczu, była zdziwiona. Nigdy z nikim nie komunikowała się przez rozmowę telefoniczną ograniczając się tylko do krótkich smsów, tak wiec widząc na wyświetlaczu nazwę kontaktu poczuła złość. Bez chwili zastanowienia odebrała jednak połączenie.
-Co to ma kurwa znaczyć?! - wydarła się natychmiastowo nie dopuszczając rozmówce do głosu. - Skąd masz mój numer?! I co ważniejsze co twój robi w moim telefonie ?! - była wściekła, lecz sama nie wiedziała czy bardziej na siebie czy na niego.
-Eh -usłyszała westchnienie. - Musisz się zaraz na mnie wydzierać? W końcu musiałem mieć jakiś kontakt z tobą, chyba mamy razem pracować nad tą twoją sprawą - krótka przerwa. - Nie o tym jednak chce rozmawiać. Obawiam się, że twoje życie jest w niebezpieczeństwie - w jego głosie wyczuła coś w rodzaju troski, ale czy to aby na pewno było to? - Zabójca nie spocznie póki cię nie dorwie.
-Dobrze o tym wiem - odparła oburzona jego zachowaniem. Nie rozumiała po co on wciąż wtyka nos w jej sprawy. To takie irytujące. - Nie musisz się mną przejmować. Dam sobie radę. Pierwsza go znajdę i zabiję - po tych słowach niemal natychmiast się rozłączyła. Co on sobie do diabła myślał?
-Twoje życie jest w niebezpieczeństwie a ty sobie mówisz ze wiesz o tym od tak?! - nie rozumiał jej i być może nigdy nie zrozumie. Dla niego kobiety zawsze były niebywale upierdliwe i wkurzające.
-Dla twojej wiadomości to od dziecka byłam narażona na niebezpieczeństwo więc to nie jest żadna nowość. Po za tym nie musisz się o nic martwić. Znajdę mordercę i pierwsza go zabiję zanim on będzie w stanie kiwnąć palcem! - kłamała. W rzeczywistości nie miała z nim żadnych szans, lecz nie miała zamiaru się poddawać. - I przestań się wtrącać w moje sprawy! - po tych słowach niemal natychmiast się rozłączyła. Miała go dość. To, że powiedziała im część prawdy o sobie nie znaczy, ze mają się wpierdalać z butami w jej własne życie.


Autor: Mayako

IV. Rebelia
Krajobraz bardzo szybko ulegał zmianie. Wyraźnie opuszczali uprzątniętą strefę i wkraczali w zapuszczone dzielnice Londynu. Nieuprzątnięte śmiecie, wraki samochodów, zarośnięte ogrody i domy.
– Armia tu nie dotarła? – mruknął Madara, rozglądając się i obracając w dłoniach zapalniczkę.
– Dotarła – odparł Gaara. – Z całego terenu kraju zostały zabrane i spalone wszystkie ciała, jednak jeżeli chodzi o ogólne uprzątnięcie, nie brali się za wszystko. Chcieli przygotować jakiś sterylny fragment i dopiero z czasem rozszerzać jego teren.
– Jak to możliwe, że ktokolwiek mógł przeżyć w takich warunkach? – Kakashi skrzyżował ramiona na piersi. Zamyślił się na chwilę po czym westchnął – W sumie, to jak survival, jednak jaki debil uciekałby przed armią?
– Wiesz przecież, jacy ludzie chodzą teraz po świecie Kakashi – westchnął starszy Uchiha. – Może to jacyś zagorzali amatorzy Biblii... Wiesz, skoro tak się stało, to znaczy, że Bóg tak chciał i trzeba się tego teraz trzymać.
– Coś w tym jest. – Hatake osunął się na siedzeniu i ziewnął głośno. – Mimo wszystko, wolałbym być w łóżku.
– Spokojnie, załatwiłem już z Shimurą, że po powrocie pierwszą zmianę jaką dostaniecie, będzie jutro po południu. – Gaara wjechał z przyzwyczajenia na krawężnik i zatrzymał samochód, mimo, że w takiej sytuacji mógł to zrobić, gdzie mu się to tylko żywnie podobało. Odpiął pas i odwrócił się do tyłu – Zdążycie się wyspać.
– Wspaniale – westchnął Uzumaki, nabierając do płuc powietrza. – Skończmy więc to jak najszybciej, błagam.


Autor: Dita Finger

3. Puchata historia
— Nie wierzysz…
— Wybacz moją impertynencję, ale nie. — Liv uśmiechnęła się z pobłażaniem, poprawiając na ramieniu torbę i ruszając ku schodom. Wciąż kręcąc głową z rozbawienia, położyła dłoń poręczy parskając cicho pod nosem.
— Dobrze, więc chodź ze mną.
— Co? Nigdzie z tobą nie idę — zaprotestowała gwałtownie, kiedy chwycił ją za nadgarstek i pociągnął korytarzem w stronę, gdzie szedł niedawno obgadywany nauczyciel. Zasyczała gniewnie, kiedy mimo jej oporów wciąż parł naprzód i w końcu odpuściła, nie chcąc robić scen przy ludziach. Zrównała się z nim, racząc go niezadowolonym spojrzeniem. Zasłoniła twarz przed gapiami, niesionym w dłoni podręcznikiem i wyburczała: — Rany, ale wstyd. I możesz już zabrać rękę, przecież idę.
Itachi obrzucił uważnym spojrzeniem profil Liv, jakby dumając nad propozycją, a później wzmocnił uścisk nie zwalniając kroku.
— Nie.
Słysząc tę bezczelną odpowiedź, aż zamrugała zaskoczona. Tego się nie spodziewała. Jednak Uchiha uznał, że to za mało wrażeń jak dla Senju i wyrwał dziewczynie książkę, zaraz wrzucając do swojej torby.
— Co ty sobie, do jasnej cholery, wyobrażasz?! — wysyczała gniewnie, chwytając Itachiego za ramię. Zanim zdążyła zarzucić go obelgami, jakie już miała na końcu języka została zakneblowana i obrócona w miejscu, tak że stała do niego plecami.
— Nie drzyj się tak, tylko patrz — wyszeptał jej do ucha i wychylił się z nią zza winkla. Liv z trudem opanowała wzdrygnięcie, gdy poczuła przyciśnięte do siebie ciepłe ciało Uchihy ale chcąc nie chcąc, spojrzała we wskazanym kierunku.


Autor: angelwithoutsoul

VIII. Misja w niebie?
- Tak. Mówiłem Ci o Siedmiu Mistrzów Miecza z Wioski Ukrytej Mgły. Ja jestem ich następcą – odpowiedział dumnie - Chcę zdobyć wszystkie ich miecze, by następnie stworzyć własną organizację ze mną na czele. Sasuke obiecał mi, że jutro wyruszymy po kolejny z mieczy, które nazywają się Kiba. Wcześniej władał nimi niejaki Raiga Kurosuki, ale po tym jak popełnił samobójstwo miecze zostały sprzedane jakiejś grubej rybie z dzielnicy nieba – wytłumaczył Suigetsu.
- Rozumiem – rzekła. Ale co będzie ze mną?!
- Pójdzie z nami – odparł sucho Uchiha.


Autor: Shōri Chan

3. Zakapturzony
Nie wiedząc, w jaki sposób zacząć sensowną konwersację, wypaliłam jak ostatni półgłówek:
- Hej, Sasuke.
No i cisza.
Uchiha zmierzył mnie lodowatym wzrokiem, od którego ciecz zmieniała stan skupienia, po czym rozejrzał się wokół. Kiedy już dokonał oględzin polanki, obrócił się zgrabnie i kiedy stawiał już krok w kierunku boru, postanowiłam zainterweniować.
- I co? Tak po prostu sobie pójdziesz? – prychnęłam z goryczą.
Zatrzymał się, lecz nie odwrócił.
- Taki mam zamiar. Nie mam z tobą nic wspólnego.
Zabolało.


Autor: Utau Yami

Rozdział 3
- Czasami jak patrzę na ciebie, Hidan - zaczął Sasori, obracając puszkę w dłoni - to dochodzę do wniosku, że aborcja powinna być legalna.
- No wiesz, Saso? - szarowłosy popatrzył na niego ze złością - I mówi to koleś, który jest rudy.
- Kurde, Yahiko jest rudy. To jest czerwony, złamasie - wziął kosmyk swoich włosów i pokazał uśmiechniętemu od ucha do ucha Hidanowi. Co za fejm, uwziął się.
- Saso, nadzieja matką głupich - powiedział Deidara, a kiedy zobaczył wyraz twarzy Akasuny, dodał - no przecież tak mówią, co się rzucasz.
- Zejdźmy z moich włosów - mruknął, upijając łyk gorzkiej cieczy.
- Kisame ostatnio strzelił fajny tekst - zaczął Deidara, pstrykając palcami. Zawsze tak robił, jak sobie coś przypomniał - Coś w stylu.. "Odpierwiastkuj się ode mnie, bo ci tak przy parabolę, że ci zęby poza nawias wyjdą".
Sasori buchnął śmiechem. Kisame matematyk.
- Nic nie zrozumiałem - powiedział Hidan, drapiąc się w jaja - To w ogóle miało sens?
- Tak można zagiąć matematyka, panie "jestem bardzo mądry" - dociął Akasuna, upijając piwo w tym samym czasie, co jego koledzy.
- Kto się tam interesuje matmą... - mruknął fioletowooki - Jest nuda, bardzo nudna. Pociągająca w chuj.
- Sam jesteś pociągający, jak spłuczka od klozetu - walnął Deidara, opierając się o oparcie fotela (taak, powtórzenia tak bardzo - aut.).
- Ja przynajmniej nie wyglądam jak kobieta - Hidan dopił swoje piwo, patrząc tryumfalnie na blondyna.
- Aleś dziwkarz, Yoshida - odburknął blondyn, patrząc na szarowłosego ze złością.
- Odszczekaj to, ty "pierdolony transwestyto" - syknął fioletowooki, a kiedy Deidara chciał coś dodać, przerwał Sasori, którego ta sytuacja zaczynała denerwować.
- Gówno ma więcej gracji niż wy teraz. Ja spadam, idę jutro na zajęcia - dopił piwo, i wstał.


Autor: Mayako

42. Siedemdziesiąt dwie godziny
– Po prostu… Cię nie kocham – szepnęła, powstrzymując łzy.
Po tych słowach poczuł dziwne, bolesne ukłucie w udo. Odsunął się od niej, ukazując mokre od łez oczy. Spojrzał na nogę i spostrzegł, jak dziewczyna wysuwa z niej igłę. Strzykawka była już pusta.
– Co to? – mruknął, niemalże natychmiast czując skutki działania leku.
Osunął się niżej, złapała go w ramiona i dociągnęła do łóżka.
– Nic ci nie będzie… – wyszeptała, gdy łzy zaczęły w końcu wypływać potokiem. Nie panowała już nad głosem. – To lek usypiający, byś przypadkiem za mną nie poszedł…
– Nie! Nie pozwolę ci odejść! – Podniósł się i po chwili opadł na poduszkę, gdy zakręciło mu się w głowie – Nie możesz…
– Nie wysyłaj swoich psów, mój zapach zostanie dobrze zamaskowany… Nie macie szans, na odnalezienie mnie… Być może za kilka dni będę już martwa, Kakashi. Takie wybrałam życie. Nie szukajcie mnie, proszę – wyszeptała, trzymając go za dłoń.
– Nie… Saku, kocham cię… Kocham, proszę… – majaczył, walcząc z opadającymi powiekami.
– Przepraszam – wychrypiała, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. Jeszcze godzinę temu nie miała czym płakać… Teraz nie mogła powstrzymał łez. – Przepraszam Kakashi, przepraszam…


Autor: ermentiss xo

6. Szaleństwo
Cisza była przyjemna, a Kaoru już zaczynała zapadać w sen, wsłuchując się w spokojny oddech Itachiego i deszcz bębniący w drewniany dach domku, gdy nagle w jej głowie pojawiło się ważne pytanie.
- Itachi – mruknęła, a słysząc jego cichy pomruk, przełknęła ślinę. – Myślisz, że do końca oszaleję?
Ale sen porwał ją szybciej niżby tego chciała, zagłuszając jego odpowiedź i wszystkie targające nią emocje, które choć na chwilę wraz z otulającą ją ciemnością powoli zaczęły przygasać.


Autor: Sasame Ka

II. Demon nocy
Nieco sceptycznie weszliśmy do środka. Panował tam istny zgiełk i harmider; wszędzie pałętało się wielu mężczyzn; kelnerek i w pół-ubranych – a może prędzej, w połowie nagich kobiet, które zapewniały miłe towarzystwo panom.
Całe pomieszczenie było utrzymane w ciepłych barwach, nad barem wisiało kilka czerwonych lampionów, a za ladą stała młoda, rudowłosa kobieta. W izbie panował półmrok, jedynie kilka lamp dawało nikłe światło, co nadawało temu miejscu niesamowity klimat; szczególny dla miłosnych igraszek.
Nasz cel był jednak inny, w końcu nie przyszliśmy się tutaj zabawić – mieliśmy misję do wykonania.
Szukaliśmy jej, w tym natłoku kobiet trudno ją gdziekolwiek odnaleźć. Zwłaszcza, że pod wpływem takiego światła, jakie panowało w pomieszczeniu, nie mogłem rozróżnić koloru włosów. Najbardziej wyróżniały się brunetki, reszta wyglądała praktycznie identycznie.
Okazało się, że była bliżej niż mogło nam się to wydawać. Siedziała sobie spokojnie przy barze, w towarzystwie jakiegoś mężczyzny i z powodzeniem popijała kieliszki wypełnione alkoholem. Prawdopodobnie jej kompan sypał dobrymi kawałami; albo to ona oddawała się błogiemu stanu nietrzeźwości; bo co chwila wybuchała dość głośnym chichotem, kiedy ten zbereźnik szeptał jej coś na ucho.
Trochę zdziwiliśmy się na ten widok; widziałem po twarzy Saia, że był nieco... zażenowany, a Kakashi miał maskę, więc nic nie mogłem stwierdzić.
Hatake skinął głową na znak, że pora wkroczyć do akcji. Podeszliśmy do niej powoli, tak aby niczego się nie spodziewała.
Sai delikatnie dotknął jej ramienia, a Sakura odchyliła głowę w naszym kierunku. Spojrzała na naszą trójkę nieprzytomnym wzrokiem, czknęła, zerknęła w butelkę sake, po czym powiedziała:
– Cholera, chyba za dużo wypiłam.


Autor: Wiwiana Diehl

Splin nocy letniej - część 1
- Nie rozmawiamy o tym. To, co było, niewiele przyniesie nam korzyści. Tym bardziej, że to nic takiego, czym obie możemy się szczycić – mruknęła przygnębiona. Wianek łamał się za każdym razem, a niebieska chakra unosząca się w jej dłoniach zdawała się aż nadto bezsilna. – To nie jest ulubiony temat mojej siostry. – Cisnęła delikatnymi gałązkami w stronę paleniska.
Hideki przyglądał się jej uważnie, o czym ona oczywiście nie mogła się dowiedzieć. Nie chciał mącić w jej życiu – tym bardziej, że jego ambicje i plany kolidowały z jakimkolwiek zaangażowaniem. Mógłby zostawić wszystko bez słowa wyjaśnienia – jednak ta kobieta zasługiwała na wiele. Złościł się za każdy ruch, który oddalał ich od siebie – ale tak trzeba. Czasem poświęcić coś dla swojego dobra, czyż nie?

2 komentarze:

CREATED BY
MAYAKO