wyszukiwanie blogów

11 sty 2015

Lapidarium Nowych Rozdziałów



Autor: Zochan

5. Na tropie
- Kurwa, zamknięte! - Krzyknęłam i podniosłam się z kanapy, skłonna, żeby otworzyć te przeklęte drzwi. Ktoś nadal natarczywie naciskał dzwonek.
- Już, już - dodałam nieco głośniej, otwierając drzwi. Moim oczom ukazała się zapłakana dziewczyna, z ogromnym lajpem pod okiem, w samej cienkiej bluzie. Przemarznięta i obolała szlochała w niebogłosy.
- Sakura… - odebrało mi mowę. Nigdy jeszcze nie widziałam przyjaciółki w takim stanie.
- Mogę chwilę u ciebie posiedzieć? - Wymamrotała, ledwo ją zrozumiałam.
- Pewnie, wchodź - złapałam ją za ramię i wprowadziłam do środka. - Boże święty, co się stało!? - Przestraszyłam się jak cholera. Najpierw pogórżki, a teraz to… Zastanawiałam się nawet, czy to nie był jakiś znak, ostrzeżenie, że postępuję źle (przynajmniej dla Madary). Miałam nadzieję, że to jednak coś innego.
Posadziłam różowowłosą na kanapie i okryłam ją kocem, który wcześniej spadł na podłogę. Podeszłam do niej bliżej i obejrzałam jej przeogromną śliwę pod okiem. Kto normalny mógłby coś takiego zrobić?

Autor: Silva

II.III Najczarniejszy ze scenariuszy
Zielonka uniosła głowę. Twarz miała mokrą, po jej policzkach spływały krople wody. Na jej widok zrobiła zdziwioną minę, jakby się zastanawiała, czego od niej chce ten facet. Baala uznała, że i tak ich przybrana tożsamość już wzięła w łeb, więc powróciła do prawdziwej postaci.
- Baala! W ogóle cię nie poznałam. Po co ci to głupie przybranie?
Tak, pomysł zabicia Eriki robił się coraz bardziej kuszący.
- Żeby nas nie poznali! Po to przecież się zmieniłyśmy! - Podeszła do niej i chwyciła za ramię, ale Erika, wciąż głupkowato zaskoczona, nie zareagowała na zniecierpliwione szarpnięcie. - Chodźże, zanim ktoś nas zauważy!
- Daj spokój - odparła zielonka lekceważąco. - Chyba nie myślisz, że Zakuzu tu przyjdzie i będzie wypytywał ludzi, czy widzieli takie dziewczyny jak my?
- Kto? - dała się zaskoczyć Baala. - Aha, Kakuzu... może i nie będzie, ale na pewno zauważy twój pusty łeb, jeśli będzie przechodził tą ulicą! I przestań wydawać ten odgłos!
- Jaki znowu odgłos?
Obie zamilkły. Teraz dźwięk był wyraźnie słyszalny; faktycznie, to nie Erika go wydawała. Rozlegał się z... góry?
Baala uniosła wzrok, marszcząc brwi. To brzmiało jak... chrapanie? Głośne, natrętne i bezczelne chrapanie. Wydawało się zbyt donośne jak na to, by wydobywało się z którejś z sypialni. Poza tym wszystkie okiennice były zamknięte na głucho.
- Och, to przecież... to on!

Autorzy: necro™, Fungafufu

Rozdział II
Pokój był niezbyt duży, ale w zupełności spełniał standardy małej agencji modeli. Gdy wchodziło się do środka, na pierwszy plan wysuwała się ciemna, zniszczona kanapa stojąca na środku pokoju. Przyciemnione światło lamp było zupełnie zbędne- pokój oświetlały latarnie z ulicy i rażące co chwila w oczy reflektory statków przepływających nad miastem. W centrum pokoju stała właśnie kanapa, stolik i stojący obok niego w białej, marmurowej donicy ozdobny fiskus. Regały z książkami, skromny barek na alkohol i stary telewizor na szafce ustawiono przy ścianie. Na wprost drzwi znajdowało się wysokie okno, na którego parapecie leżały stare czasopisma o modzie i otwarty laptop, z którego głośników ciszę nocną zakłócały brzmienia rocka.
W chwili gdy solówka gitarowa dobiegła końca, do pokoju chwiejnym krokiem, kuśtykając i jęcząc wszedł Seishin. Gdy tylko podszedł do kanapy padł na nią jak rażony piorunem i leżał tak nieruchomo, dopóki Shinri nie wróciła z apteczką.
Otworzył jedno oko i resztkami sił wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Nie zdołał nawet go odpalić. Wszystkie mięśnie rwały go niemiłosiernie, więc jęknął tylko wyrażając niemą rozpacz, a ręka z nieodpalonym papierosem zawisła nad podłogą. Shinri spojrzała na niego z poirytowaniem i postawiła apteczkę na stoliku przy kanapie.
-Ściągaj koszulę.-rzuciła, a ten momentalnie otworzył oczy i poderwał się do siadu.
-Co?! Ej, ej, nie rozpędzaj się, Shinri, kto ci powiedział że jestem chętny?!
Shinri westchnęła i usiadła obok niego.
-Chcę ci uleczyć te siniaki, głupku...
Seishin zmrużył oczy i podparł się rękoma o podłokietnik.
-Ta, akurat...-mruknął i obrzucił ją oskarżycielskim spojrzeniem.
Jednak mimo to, posłusznie ściągnął z siebie czarną koszulę i cisnął ją w kąt, na co Shinri znów obrzuciła go gniewnym spojrzeniem. Odwrócił się do niej tyłem i usiadł po turecku, podpierając brodę dłonią z wetkniętą fajką między palec wskazujący i środkowy. Drugą ręką wskazał największy siniak koło lewej łopatki. Wygiął przy tym rękę w tak nienaturalny sposób, że aż się skrzywiła. Otworzyła apteczkę i wyjęła z niej maść.
-Phy, to jest jeszcze nic... Gdybyś zobaczyła mnie w naturalnej postaci, wiałabyś stąd gdzie pieprz rośnie.
Zaskoczona cofnęła dłoń. Zamrugała kilkakrotnie zastanawiając się jakim cudem zauważył jej grymas siedząc tyłem, ale wolała nie wnikać głębiej w jego umiejętności.

Autor: Liv-cchi

*one-shot* - To tak nie działa.. (cz1)
- Ikeo proszę cię, rusz się! - Jęknął blondyn przeskakując z nogi na nogę.
- Już, już! - Zawołał wychodząc z pokoju i uniósł triumfalnie rękawiczki do góry. - Znalazłem! - Wyszczerzył się szeroko i podszedł do swojego starszego braciszka. 
- No wreszcie! Pan Uchiha nas zabije, zobaczysz! - Założył mu czapkę i wytarmosił go z mieszkania. 
Zamknął drzwi i zbiegli na dół wychodząc szybko z klatki. Mały blondynek złapał brata za rękę i spojrzał na niego poprawiając czapkę, która zsunęła mu się na oczy. Patrzył na swojego roztrzepanego, dużego bohatera, który się nim zajmował od małego. Jego wzrok momentalnie przeniósł się w stronę taksówki, która czekał już dobre parę minut. Podbiegli wsiadając do pojazdu, starszy chłopak podał adres i odjechali. Ikeo cicho zachichotał patrząc na swojego brata, który nerwowo stukał w swoje kolano. Nie wiedział za bardzo o co chodzi bo do państwa Uchiha jeździli często, a jeszcze częściej do samego Sasuke i jego młodszej siostry Lilith, a nigdy się tak Naruto nie denerwował drobnym spóźnieniem bo wszyscy tam byli do tego przyzwyczajeni. Uzumaki mieli w krwi spóźnianie się, a im ważniejsze spotkanie tym dłuższe spóźnienie.

Autor: Sheeiren Imai

Łotr
- Sakura - odparłam nadal zaniepokojona jej usposobieniem i tym, że Sasuke zniknął mi z oczu. Rozglądałam się dookoła, jednak jak na złość nie widziałam żywego ducha. Co było z tym osiedlem nie tak?
Bałam się. Byłam w obcym miejscu, w obcym towarzystwie. Ciemność zaczynała wkradać się w mój umysł, nie stopniowo, a nagle i bez ostrzeżenia. To stały gość, więc szybko zaprowadziła tam swoje porządki, otumaniając mnie i sprawiając, że każdy, najmniejszy dźwięk stawał się syreną alarmową, zdolną do zbudzenia połowy miasta. Pozornie szwendała się w ciszy po zakamarkach mojej głowy. Mimo chodzenia na palcach doskonale wiedziałam o jej istnieniu. Problem polegał na tym, że jeszcze nigdy nie udało mi się jej wyprosić. To ona decydowała kiedy sobie odejść.
- Ej, chłopaki! Szybciej! - Zatkałam uszy dłońmi, cofając się o krok, gdy usłyszałam krzyk.

Autor: Ikula

Rozdział 10 - Walka
Sasuke Uchiha nie spodziewał się takiej reakcji ze strony królowej. W momencie, w którym spojrzał jej w oczy, zrozumiał, że popełnił fatalny błąd. Mylnie osądził, iż Sakura Haruno przeszła do porządku dziennego nad śmiercią swojego ojca i nie żywi do niego już tak silnej nienawiści. Och... jak strasznie się pomylił! Zwiodła go jej gracja, piękno, siła i mądrość, którą w sobie nosiła. Naiwnie uważał, że są gotowi omawiać poważne polityczne kwestie, z którymi na razie sam musiał się borykać. Ten sojusz był kluczowy dla przetrwania obu królestw, a teraz dzięki jego lekkomyślności wszystko zawisło na włosku.
Siła pierwszego uderzenia tak bardzo go zaskoczyła, że omal nie popełnił kolejnego błędu, który mógł kosztować go utratę dłoni lub wytrącenie z niej miecza. Haruno atakowała z taką wściekłością i rozpaczą, że ten widok coś w nim poruszył.

Autor: Cierpiąca Nanase

6. Stay with me here now and never surrender
Siedzieliśmy tak przez jakiś czas. Naruto głaskał mnie po włosach i kołysał naszymi ciałami w subtelny, relaksujący sposób. Szkoda tylko, że uspokoiłam się dosyć szybko i już wcale nie miałam ochoty na żaden relaks.
Wgramoliłam się niezgrabnie z jego uścisku. Na czworakach, nie przejmując się ani chłodem płytek, ani tym, że wypinam się do Uzumakiego dupą, podpełzłam do drzwi. Oparłam się o nie lewym policzkiem, złączając tym samym z nimi swoje ucho. Nasłuchiwałam tej typowo męskiej, lekko chropowatej melodii.
– Czasami… – zaczął Sasuke, szybko wymawiając literki i uciął na chwileczkę. W tym czasie Naruto uczynił to samo co ja, tyle że prawą stroną ciała. Patrzył na mnie z troską.
Pewnie zmartwiła go moja reakcja na głos Uchihy. Uniosłam zranioną rękę i pogłaskałam go czule po policzku. Natychmiast przyłożył swoją dłoń do mojej i przycisnął ją nieco mocniej. Nie przeszkadzało mi to. Tymczasem na korytarzu cisza została przerwana.
– Czasami czuję, że nie żyję – wyznał Sasuke, a ja momentalnie skupiłam całą swoją uwagę na nim. – Bo to już trochę nie ma sensu… takie życie – dodał, a moje oczy mało co nie wypadły z oczodołów. Takie słowa z ust człowieka, który był dla mnie podręcznikowym przypadkiem kogoś zupełnie niewrażliwego? – Nie bez niej.
Domyśliłam się, że mówił o mnie. Wtedy też zabrałam dłoń z policzka przyjaciela, obserwującego każdy mój ruch i zasłoniwszy sobie nią usta, zacisnęłam mocno oczy. Próbowałam walczyć, ale jak zwykle przegrałam nie równą walkę ze swoimi łzami, teraz samoistnie spływającymi po moich policzkach.

Autor: ermentiss xo

Rozdział: 24 - Tortura jest sztuką
– Zapewne wszyscy zastanawiacie się o co mi teraz chodzi, prawda? Dlaczego nie przyszłam osobiście, nie starałam się walczyć i jej po prostu nie wzięłam? Widzicie, lubię zabawę. Lubię dostawać to, czego pragnę wiedząc, że wykonałam kawał ciężkiej roboty. Tak więc oznajmiam wam, Akatsuki: bitwa się odbędzie, z pewnością, w dniu, o którym wiecie, którego się spodziewacie. Zdaję sobie sprawę z tego, iż istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że mi nie ufacie… Ofiaruję wam jednak jednego z moich najdzielniejszych żołnierzy, który to otruł twoją partnerkę, Liderze. Jesteś godnym przeciwnikiem i podziwiam cię jako wojownika. Zadanie śmierci takiej osobie jak ty będzie dla mnie chlubą do końca życia. Zabijcie więc tego mężczyznę, który właśnie uświadomił wam, jak głupi i naiwni byliście przez tyle czasu, a trucizna Konan zniknie z jej chakry w tym samym momencie… Nie chcę wymiany. Chcę walki. I ją dostanę.

Autor: Dita Finger

34. Ogień i woda
— Uchiha, mów co masz do powiedzenia i spadaj — mruknęła siląc się na spokój. Nie chciała wszczynać kłótni, a przynajmniej nie dziś. Zamierzała zachować w pamięci ten miły wieczór i Itachi go nie zepsuje, choćby nie wiedziała jak się starał. Widząc jak mężczyzna zaciska szczękę, westchnęła ciężko przeczesując palcami grzywkę. — To bez sensu. Serio, nie mam…
— Podoba ci się mój kuzyn?
— Myślę że to nie twój interes — warknęła po chwilowym szoku, spowodowanym tak bezpośrednim pytaniem. Potarła uspakajająco grzbiet nosa i stanęła do Itachiego plecami. — Jeśli to już wszystko to wypad. Idę do kuchni i jak wrócę, to ma cię tu nie być. 
Liv nie zdążyła zrobić nawet kroku, jak została niespodziewanie odwrócona i przyparta do ściany, na co zareagowała głośnym sapnięciem. Zaskoczona patrzyła prosto w czarne oczy Uchihy, z konsternacją odnotowując, że trzyma jej nadgarstki w stalowym uścisku. Zmrużyła groźnie powieki, już uchylając usta aby głośno i wyraźnie wyrazić swój sprzeciw, ale właśnie na ten moment czekał Itachi.

Autor: ElvisDub

Rozdział 5
Fragment: Nadszedł dzień w którym to Sasori musiał odwiedzić sąd, tak dobrze znane mu miejsce z filmów. W rzeczywistości był tu dopiero pierwszy raz i już chciał wracać do domu. Czerwonowłosy siedział na ławce, tuż obok swojej babci, czekając aż wielkie drzwi prowadzące do sali sądowej się otworzą i ktoś ich zawoła. Czuł się jak skazaniec. Nie zrobił nic złego, a ciągają go po sądach, bo takie prawo. Nie rozumiał tego. Nie musiał, bo i tak mu się to nie podobało. Do tego strasznie się denerwował, bez przerwy się wiercił, zmieniając pozycje. A to podkurczał nogi, a to siadał po turecku, albo na kolanach. Trudno mu było usiedzieć w miejscu w takim stresie, choć babcia i Kakashi, który na luzie poszedł sobie kupić herbatę z automatu, mówili mu że to tylko formalność i nie ma się czym martwić. Nie bardzo chciał w to wierzyć, on wiedział, że miał powód do zmartwień. Co jeżeli oddadzą go do domu dziecka? Babcia chyba naprawdę miała to gdzieś. A nawet jeśli nie, to były inne sprawy którymi się martwił. Jak to, że oskarżą go o zabicie rodziców... w końcu nie znaleźli sprawcy, co jeśli uznają jego za morderce? Zdawał sobie sprawcę absurdalności swych myśli, ale nie mógł nic poradzić, że właśnie takie go nachodziły.
- Sasori, siądź po ludzku – odezwała się babcia, tracąc już cierpliwość do wygibasów swojego wnuka. Ciągle się roił, jakby miał robaki w tyłku.
- No przecież siedzę.. - burknął, ponownie podkurczając nogę, podciągając ją aż pod samą brodę. Oparł podbródek na kolanie.

Autor: Mayako

Rozdział: 47. Prawda
– Przepraszam za tę agresję... Przez to wszystko, co miało miejsce w moim życiu, jestem po prostu słaby. – Podniosła na niego wzrok. Bała się, że naprawdę nic już nie sprawi, że będzie tak, jak dawniej. – Są we mnie takie małe demony, które czasem bawią się moim umysłem i uczuciami. Nie chcę by tak było... Tracę wtedy kontrolę, panowanie nad sobą... Jakąkolwiek świadomość. Staję się moimi demonami – prychnął, nie wierząc we własne słowa. Wydawały się być tak głupie, jednak idealnie oddawały to, co właściwie czuł. Przez chwilę obserwował podłogę, jednak podniósł spojrzenie na dziewczynę i uśmiechnął się, kryjąc dziwną rozpacz. – Uratujesz mnie, jeśli się nimi stanę?

Autor: Lucy

Rozdział VI Rozmowy na moście
-Nie oczekuję specjalnego traktowania. Gaara. Jednak to ty tu jesteś zdystansowanym dupkiem-
-Dzięki...- nadęła policzki i wzruszyła ramionami. Cóż... Chociaż była szczera. Może i właśnie to prawda? Nie chciałem wychodzić na hipokrytę. Jak widać co innego robiłem, a co innego chodziło mi po głowie. Zagubienie towarzyszyło mi niezmiennie od najmłodszych lat, zmieniając tylko obiekt wokół którego się skupiało.

Autor: Neko Fuyu

Rozdział I 'Ławka w alejce klonów'
- Yahiko Niewo - przedstawił się niedbale.
- Sora Naoto.
- Gaara Sabaku.
I znów cisza pomiędzy nimi. Ktoś krzyknął, odjechała MZK, jakiś gówniarz popisywał się samochodem tatusia, ostro wyjeżdżając z parkingu. Niebo było już całkowicie czarne, a liście klonów utraciły swoje kolory. Nawet blask latarni im ich nie przywrócił.
- Macie w tej walizce milion złotych i nie wiecie co z nimi zrobić? Dajcie mi je. Chętnie sobie ułożę życie od początku, gdzieś za granicą - mruknął chłopak, wpatrując się w walizkę, aby później zerknąć na rudą.
- Niestety tylko pięć tysięcy i parę nic niewartych kartek. - Zrujnowała jego marzenie.
- Na dodatek my się nawet nie znamy - dołożył Gaara.
- No, dopiero co się wam przedstawiłem - zironizował.
- Chodzi o to, że nasza dwójka też się dopiero zapoznała - wytłumaczyła dziewczyna i przeczesała swoje włosy, które przed chwilą potargał wiatr. 

Autor: Kareena

Rozdział 8. Lubię, kiedy kobieta...
O tej porze na czwartym piętrze prawie nigdy nie było cicho – dla studentów wychowania fizycznego nie była to pora snu. Wiele osób kręciło się po korytarzu, w pokojach paliły się światła, w jednym z nich trwała w najlepsze impreza. Jemu to nigdy nie przeszkadzało, bo potrafił zasnąć nawet przy najgorszym hałasie.
Drzwi do pokoju, w którym mieszkał, nie były zamknięte na zamek. Spodziewał się tego, więc nawet nie wyjmował klucza. Natomiast to, co zastał w środku, przekraczało jego oczekiwania.
Na krześle przy biurku siedziała dziewczyna w samym ręczniku i piłowała sobie paznokcie. Widząc go uśmiechnęła się, ale nie przerwała swojego zajęcia.
Gaara zamknął drzwi, wykorzystując te kilka sekund, by przeanalizować sytuację. Kiedyś wysłał do niej smsa, a potem o tym zapomniał, ale wracał wtedy pijany z dużej imprezy. Dzisiaj nie pił prawie nic i na pewno by o podobnym fakcie pamiętał.
- Nie zapraszałem cię. Co robisz i jak się tu dostałaś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

CREATED BY
MAYAKO